STRONA GŁÓWNA __Aktualności __Samorząd __Parafia __Historia___
Turystyka __Fotografie __Ciekawostki __Sport __Kultura___
.


HISTORIA REGIONU:

  • W SKRÓCIE
  • ISTOTNE DATY
  • I WOJNA ŚWIATOWA

  • ____- działania wojenne
    ____- cmentarze wojskowe
    ____- księgi parafialne
    ____- kronika szkolna
    ____- wspomnienia legionisty
    ____- pamiętniki mieszkańców
    ____- rajdy turystyczne
  • II WOJNA ŚWIATOWA

  • ____- pacyfikacja Łąkty
    ____- zestrzelenie samolotu

    . . .
    ŻEGOCINA - wydarzenia historyczne istotne dla regionu


    ZESTRZELENIE ANGIELSKIEGO SAMOLOTU

         WOJENNY EPIZOD Z PODNIEBNEGO FRONTU:

    Fotografia: TOLS - Powiększenie 20,6kB      Po lewej stronie drogi prowadzącej z Łąkty Górnej do Ujazdu, na wysokości drogi skręcającej do Zamrażalni, stoi od 1984 roku kamienny obelisk. Pokryta już patyną tablica przymocowana do obelisku informuje, że społeczeństwo Gminy Żegocina "W 40 rocznicę Powstania Warszawskiego pamięci bohaterskich lotników polskich niosących pomoc walczącej Warszawie" obelisk ten wznosi. W szczególności ten wyraz uznania i wdzięczności dedykowany jest odznaczonemu Orderem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych poległemu właśnie w Łąkcie śmiercią lotnika pilotowi Stefanowi Bohanesowi.

         1 sierpnia 1944 r. wybuchło w Warszawie powstanie. Na pomoc walczącej stolicy wyruszyła m.in. stacjonująca w Campo Cassale koło Brindisi we Włoszech 1586 Eskadra do Zadań Specjalnych. Piloci, latający na samolotach "Liberator" i "Halifax" pokonując dystans 2500 km dokonują zrzutów broni, amunicji i innego sprzętu wojskowego. Trasa przelotów jest Niemcom doskonale znana. Skoncentrowali więc na niej duże ilości artylerii przeciwlotniczej i eskadry własnego lotnictwa. Wiele pilotowanych także przez polskich lotników samolotów nie wraca do bazy.

    W nocy z 16 na 17 sierpnia Niemcom udaje się strącić w pobliżu Bochni samolot pilotowany przez kap. Z. Szostaka. W Nieszkowicach Wielkich zginęło wtedy 6 lotników, którzy zostali następnie pochowani w Pogwizdowie. Tej samej nocy nad Łąktą Górną w gminie Żegocina rozegrał się podobny dramat. Udało mi się, także dzięki pomocy Jana Trusia z Łąkty Dolnej, dotrzeć do ciekawego dokumentu i fotografii dotyczących tego epizodu. Ojciec Jana Trusia, także noszący imię Jan, był podczas okupacji żołnierzem placówki Armii Krajowej "Karaś", działającej na terenie Trzciany i miał pseudonim "Strzała". Przed śmiercią zdążył spisać w październiku 1979 r. na podstawie własnych wspomnień i notatek relację z tego wydarzenia.

    Powiększenie 35,9kB W zbiorach archiwalnych żegocińskiej biblioteki znajdują się natomiast fotografie, a właściwie reprodukcje zdjęć wykonanych - jak informuje podpis na odwrocie jednego ze zdjęć - przez zmarłego w 1981 r. krakowskiego architekta inż. Tadeusza Rutkowskiego. Pierwsze ze zdjęć przedstawia leżącego na ziemi, ubranego w lotniczy mundur, choć bez butów na nogach nieżyjącego już Stefana Bohanesa. Zostało z pewnością wykonane 17 sierpnia 1944 r. Pozostałe 5 fotografii przedstawia pogrzeb bohaterskiego lotnika na żegocińskim cmentarzu. Zarówno zdjęcia, jak i relacja Jana Trusia pozwalają poznać nam dokładniej nie tylko okoliczności zestrzelenia samolotu i śmierci Bohanesa, ale także poznać atmosferę tamtych, wojennych dni.

    Czternaście lat temu ukazały się w prasie lokalnej ("TEMI") dwie krótkie informacje o tych wydarzeniach. Jedną z nich opublikował pan Robert Wardzała - krewny Stefana Bohanesa. Opisał już z pewnymi szczegółami nie tylko dramat 5-osobowej załogi "Halifaxa", ale także udział lotników z 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych w operacji noszącej kryptonim "Most II". Przypomnę, że była to brawurowa akcji przewiezienia samolotami części rakiety V-1 z konspiracyjnego lotniska "Motyl" pod Tarnowem do Anglii. Kilka lat temu ukazał się też obszerny materiał o lotniczych katastrofach w pobliżu walczącej Warszawy napisany przez mieszkającego w Anglii A. Wilowskiego, ps. "Tur", który w okresie okupacji walczył w oddziale partyzanckim O.D.B. "Chrobry", a oddział ten wsławił się odbiciem w dniu 19 stycznia 1945 r. trzymanych przez Niemców w kościele w Sobolowie ponad 1000 mężczyzn. ("Dziennik Polski" 5.08. 1992r.).

    A. Wilowski napisał m.in. "Parę tygodni później, (autor opisał nieco wcześniej śmierć 3 lotników w Nieprześni i ich pogrzeb na cmentarzu w Sobolowie - przyp. autora) 17.08.1944 r. o świcie ludność Łąkty Górnej, znalazła na polach zabitego lotnika, który nie miał spadochronu. Spadochrony były wówczas wielką atrakcją, służyły bowiem do szycia bardzo modnych koszul nylonowych. Niemcy znaleźli przy zabitym dolary zaszyte w koszuli, które uszły uwadze oględzin dokonanych przez ludność miejscową".

    W swoje wspomnienia uczestnik tamtych wydarzeń włączył także, po raz pierwszy chyba publicznie opublikowaną relację Jana Trusia. Relacja Jana Trusia i fotografie wykonane w tamtych czasach powinny być ciekawym źródłem informacji nie tylko dla historyków i miłośników historii regionalnej, ale także dla tych, którzy niewiele wiedzą o tym wojennym epizodzie.
    Oto treść relacji Jana Trusia:


         Relacja z zestrzelenia samolotu i śmierci lotnika.
         (autor JAN TRUŚ)

         W nocy z dnia 16 na 17 sierpnia 1944 r. na naszym terenie został postrzelony samolot angielski "Ewa" z polską załogą, który wylatując z bazy na terenie Włoch, wracał z powrotem ze zrzutu nad Warszawą dla walczących Powstańców. Został on trafiony nad Leszczyną w powiecie bocheńskim z działka pokładowego odpalonego celownikiem radarowym przez nocnego myśliwca niemieckiego, które miały lotnisko polowe koło Radlowa w pow. Dqbrowa Tarnowska, w miejscu trzeciej operacji "Most" skąd wcześniej "Gedymin" wysłał samolotem przez Włochy do Anglii części niemieckiej rakiety V2.

    Po trafieniu samolotu urządzenia nawigacyjne przestały działać, a samolot lewym ślizgiem począł się szybko obniżać. Na skutek tego załoga zmuszona była ratować się skokami. Pierwszy wyskoczył i wyładował na polach między Leszczyną a Łąktą Dolną nawigator Schöffer. Drugi skakał sierżant Stefan Bohanes, któremu myśliwiec niemiecki przestrzelił spadochron, na skutek czego upadł on bezwładnie na polach dworskich w Łąkcie Górnej, doznając poważnych obrażeń ciała, które były przyczyną śmierci. Stefan Bohanes urodz. 14 lipca 1913 r., pochodził z Tarnowa, gdzie mieszkała jego rodzina przy ul. Skargi Nr 18. Trzeci skakał Kretowicz - 2 pilot, nad laskiem w Łqkcie Górnej, następnie Łopuszański i Banhardt na polach wsi Bytomsko. Ponieważ samolot gwałtownie się obniżał nie mogli już z niego wyskoczyć: Leszek Owsiany - pierwszy pilot i Jan Łuck - strzelec pokładowy. Samolot wpadł na stodołę chłopską w okolicy wsi Rzezawa pow. Bochnia, stodoła i samolot zaczęty się palić. Na skutek uderzenia samolotu pierwszy pilot doznał złamania ręki i wstrząsu mózgu. Nieprzytomnego, z płonącego samolotu wyniósł go kolega - strzelec pokładowy, lecz na skutek zbiegowiska ludzi i nieprzychylnej ich postawy, zmuszony był pozostawić rannego kolegę i ratować się ucieczką do lasu. Pilot został przewieziony do szpitala w Bochni, a następnie Niemcy przewieźli go do szpitala w Krakowie. Cała załoga w liczbie 7 członków składała się z Polaków, którzy mieli już za sobą po kilka lotów ze zrzutami nad walczącą Warszawą.

    W tym czasie ukrywał się u mnie mąż kuzynki Antoni Wyrwicz, który uprzednio brał udział w rozbiciu więzienia i wypuszczeniu więźniów w Wiśniczu Nowym. Wczesnym rankiem otrzymaliśmy wiadomość, że na polach dworskich leży zabity lotnik. Zaraz pobiegliśmy na miejsce wypadku, gdzie zebrała się już grupka ludzi. Lotnik miał krwawe blizny na twarzy i czole i złamane w stopach nogi, wbite po kostki w ziemię na skutek gwałtownego upadku. Przestrzelony spadochron leżał obok niego. Antoni Wyrwicz i Jan Dudzic drużynowy BCh zabrali z kieszeni munduru zabitego jego dokumenty (gdzie był adres rodziny), mapy lotnicze na nylonie, pióro wieczne, orzełka lotniczego oraz kilka fotografii. Na skutek przyjazdu Niemców, którzy konwojowali ludzi do kopania rowów w Kobylu, zmuszeni byliśmy się wycofać, a Niemcy zabrali spadochron i resztę rzeczy lotnika.

    Wtedy dowiedziałem się, że w lasku odległym ok. 1 km jest drugi, żywy lotnik. Pojechałem rowerem w tym kierunku i od znajomej kobiety dowiedziałem się, że obawie przed Niemcami poszedł on do lasu Żarnówka. Zaraz tam pobiegłem szukając i wołając tego lotnika. Po dłuższym poszukiwaniu zdecydował się odezwać do mnie. Zaprowadziłem go do mojej ciotki mieszkającej na skraju lasu, gdzie został przebrany na cywila i razem udaliśmy się do mojego domu. Zaraz powiadomiłem dowódcę naszej placówki "Murzynka", który przybył do mnie, rozmawiał z lotnikiem i zajął się organizowaniem pogrzebu zabitego Stefana Bohanesa. Sołtys otrzymał polecenie załatwienia trumny a Antoni Wyrwicz udał się do księdza Chmury w Żegocinie celem formalności kościelnych.

     

    Powiększenie 32,1kB Powiększenie 33,0kB

    Wieczorem zjawił się u mnie, dowódca oddziału B.Ch. "Jastrzębiec", który po rozmowie z lotnikiem podejrzewał go, że może być szpiegiem. Polecił mi bym go w nocy pilnował, gdyż spał w stodole, dal mi pistolet typu "Colt" zalecając bym strzelał w razie jego ucieczki. Na drugi dzień odbył się pogrzeb zabitego Stefana Bohanesa. Był on manifestacją miejscowej ludności, która tłumnie wzięła udział.
    Było dużo wieńców i kwiatów, zwłaszcza od młodzieży. Gdy kondukt pogrzebowy przechodził drogą do Żegociny, przebywający u mnie w stodole pilot Kretowicz patrzył przez szparę na ostatnią drogę swego kolegi, łzy płynęły mu do oczu, gdyż z całej załogi on miał najbliżej do domu rodzinnego, a zginął tragicznie. Na cmentarzu w Żegocinie sekcja oddziału B.Ch. "Jastrzębca" pod dowództwem "Rysia" dawała honorową salwę z automatów.

    Przez kontakty organizacyjne, po kilku dniach, połączyli się razem pozostali przy życiu lotnicy i byli ukrywani na terenie placówki "Karaś" w Trzcianie, której dowódcą był "Murzynek". Za kilka dni po pogrzebie zgłosił się zawiadomiony przez organizację przyrodni brat zabitego lotnika Marian Matuszewski z Tarnowa, któremu przekazałem posiadane przedmioty jako pamiątki po bracie. Po kilku tygodniach odwiedziłem w Tarnowie matkę zabitego lotnika Zofię Matuszewską i przekazałem jej tę fotografię pogrzebu zabitego syna.

    Za 2 lata po zakończeniu działań wojennych zwłoki lotnika zostały ekshumowane i przewiezione przez rodzinę do Tarnowa. Któryś z ocalałych lotników po wojnie zapamiętał sobie adres i nazwisko Jana Zatorskiego z Trzciany, u którego jakiś czas byli przechowywani i w kilka lat po zakończeniu wojny Zatorski otrzymał zaproszenie od konsula angielskiego w Krakowie, gdzie podziękowano mu za pomoc udzieloną lotnikom angielskim i wręczono mu pamiątkowy dyplom uznania.

    Relację powyższą spisałem na podstawie własnych wspomnień i notatek Jan Truś ps. "Strzała" żołnierz AK placówki "Karaś".
    Łąkta Dolna, dnia 7.X.1979

    Opracowanie: Tadeusz Olszewski


    .